piątek, 4 stycznia 2013

10 dni w raju


- No to może na Karaiby? – palnęłam od rzeczy, bo już nie miałam pomysłu. Od godziny siedzieliśmy z Zbyszkiem, Biancą i Michałem u nas w domu i planowaliśmy wspólne wakacje. Chłopaki po sezonie reprezentacyjnym dostali 10 dni wolnego, więc chcieliśmy je jak najlepiej wykorzystać. Wspólne wakacje to był pomysł naszych facetów, my z Biancą nie miałyśmy nic przeciwko, same przyjaźniłyśmy się od wielu lat i kolejny urlop razem był świetnym pomysłem.

- Dobry pomysł. Jeszcze tam nie byłem – wtrącił Michał.

-No w końcu coś ustaliliśmy. Teraz resztą zajmiemy się my, a wam drogie panie pozostaje kupienie nowych strojów kąpielowych. Choć osobiście wolę bez – palnął Zbyszek i próbował ukraść mi buziaka.

Udało nam się szybko załatwić termin i już półtorej tygodnia później byliśmy na lotnisku przed odprawą.

-Misiek, a gdzie jest Bianca? – zapytałam faceta mojej przyjaciółki.

-Jak każda dziewczyna, w toalecie. – odpowiedział znudzony.

-Och, nie marudź. Pójdę po nią. – ruszyłam w stroję toalet, by wyciągnąć stamtąd przyjaciółkę. W środku było pusto, zajrzałam pod każde drzwi w ostatnich zauważyłam buty Biancy.

-Hej? Wszystko ok? – spytałam.

-Nie do końca – odparła zdenerwowanym głosem.

-Co jest? – Bianca wyszła z kabiny, lekko blada.

-Nigdy nie leciałam samolotem. Boję się. – powiedziała.

-A to o to chodzi. Spokojnie, nie ma się czego bać. Ja w sumie leciałam tylko raz ale wtedy nic się nie wydarzyło. Nawet nie zauważyłam kiedy, a już lądowaliśmy. Spytaj się chłopaków, oni na pewno ci powiedzą, że to nic takiego, przecież tyle już latali samolotami.

-Ok. Dzięki za miłe słowa- uśmiechnęła się słabo i wyszłyśmy z toalety.
Zbyszek z Michałem jak zawsze się niecierpliwili. Nie powiedziałyśmy co się stało, bo Bianca nie chciała się przyznać. Ruszyliśmy na odprawę. Przed nami parę godzin lotu.


Dotarliśmy na miejsce, już w drodze z lotniska do domków otaczały nas piękne widoki. Lecz to było niczym w porównaniu z widokiem z naszych domków letniskowych, które mieściły się tuż przy plaży.

-Jestem w raju – szepnęłam.

-Cieszę się, że ci się podoba. – Zibi podszedł do mnie i pocałował w czoło.

-Widzę, że państwo Kubiakowie nie tracą czasu! – ze śmiechem krzyknęłam do Michała i Biancy, którzy już wchodzili do wody.

-Chodźcie! Woda jest świetna! – krzyczał Misiek.

Jakoś nie miałam ochoty się kąpać. Zostawiłam Miśka z Biancą wygłupiających się jak małe dzieci w wodzie i skierowałam się w stronę naszego domku letniskowego. Byłam zmęczona podróżą, więc postanowiłam położyć się do łóżka. Nawet nie widziałam gdzie się podział Zbyszek, ale po pewnym czasie już nie musiałam się tym martwić. Gdy usypiałam, poczułam, że ktoś się kładzie koło mnie. Wtuliłam się plecami w Bartmana i usnęłam.


Obudziłam się wypoczęta i gotowa na nowe przygody. Jak się okazało, był już wieczór i przespałam cały dzień.

-Obudziła się w końcu moja śpiąca królewna – do pomieszczenia wszedł mokry Zibi. – strasznie długo spałaś.

-Jakoś tak wyszło, ale nie powiem, fajnie się spało – odparłam. – Widzę, że ty nie marnowałeś czasu – wskazałam głową na jego mokre ciało i kałużę wody, którą zostawił na podłodze.

-Trochę pływałem i są świetne warunki do nurkowania. Jutro pójdziemy razem.
Wstałam z łóżka i poszłam do kuchni przygotować kolację. Jednak Zbyszek miał inne plany, w czasie gdy spałam umówił się z Michałem i Biancą, że wyjdziemy gdzieś razem na kolację. Przebrałam się i po 15 minutach spotkaliśmy się w restauracji. Po twarzach naszych przyjaciół było widać, że nie zmarnowali dnia i cały czas byli na plaży.


Kolacja przebiegała znakomicie, atmosfera była luźna, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Nagle Michał przeprosił nas i oddalił się od stolika. Bartman uśmiechnął się głupio. Wiedziałam, że coś się szykuje. Po chwili Misiek wrócił z wielkim bukietem czerwonych róż. Klęknął przed zszokowaną Biancą i poprosił ją o rękę. To była cudowna chwila. Dziewczyna oczywiście się zgodziła, od zawsze tego pragnęła i zasługiwała na takie szczęście. Byłam wzruszona nie mniej niż moja przyjaciółka, wtuliłam się w Zbyszka i razem obserwowaliśmy zakochaną parę.  Nasza kolacja dobiegła końca, chcieliśmy zostawić szczęśliwą parę, więc wybraliśmy się na wieczorny spacer po plaży. Michał z Biancą w tym czasie poszli do domku, nacieszyć się sobą.

-Strasznie się cieszę, że Michał w końcu się jej oświadczył już dawno uważałam, że powinien to zrobić – stwierdziłam.

-No tak, ale on nie był pewny czy ona się zgodzi, Do ostatniego momentu był niepewny – powiedział Zbyszek.

-Gdyby on wiedział, co ona mi o nim mówiła – przypomniało mi się. – Najważniejsze, że są razem i są szczęśliwi – podsumowałam.

-Tak jak my – powiedział Zibi i pocałował mnie przy blasku księżyca.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz