wtorek, 25 czerwca 2013

One Special Moment

- Gotowa kochanie? – zapytałem swoją narzeczoną przed wyjazdem na lotnisko.
-Chyba tak. Mam ciągle wrażenie, że czegoś zapomniałam – Bianca biegała po mieszkaniu wrzucając coraz mniej potrzebne rzeczy do walizki, która i tak już ledwo się zamykała.
-Wow, wow! Chyba już wystarczy. – powiedziałem ze śmiechem i zamknąłem jej kufer. – Przecież nie lecimy na tydzień tylko na weekend. To zwykły zjazd rodzinny.
-No tak, ale dobrze wiesz, że będę chciała się w coś przebrać. Przecież nie będę chodzić dwa dni w tym samym – popatrzyła na mnie z wyrzutem.
-Oczywiście, że nie. Choć jak dla mnie to mogłabyś chodzić bez niczego – posłałem jej promienny uśmiech i zabierając walizki uciekłem z domu, unikając pocisku z poduszki.

*Dzień później na zjeździe rodzinnym*

-Bianca! Alex! Jesteście! – moja przyszła teściowa przywitała nas z promiennym uśmiechem. – Prawie wszyscy już są, rozgośćcie się.
Jak przystało na rodzinę mojej narzeczonej, było mnóstwo osób i mimo, że nie raz już się z nimi widziałem tym razem pojawiły się także obce twarze. Między innymi był nim facet, który samotnie siedział przy stole. Musiałem niestety przyznać, że wyglądał bardzo dobrze.
-Szymon! – Bianca zawołała w stronę  samotnego blondyna, a ten gdy tylko ją zobaczył zerwał się na równe nogi i podszedł do niej z szerokim uśmiechem i mocno ją przytulił. Już go nie lubiłem.
-Bianca, wyglądasz cudownie kochana. – odparł. Tak zaczęła się ich rozmowa, która trwała cały wieczór, a ja zostałem odstawiony na drugi plan. Coraz bardziej wkurzony na tego kolesia oraz swoją dziewczynę poszedłem po kolejna szklankę whisky. Chyba było po mnie widać, że nie mam najlepszego humoru, ponieważ zaczepił mnie brat mojej narzeczonej. Dowiedziałem się od niego pewnych informacji, które wcale nie poprawiły mi humoru, okazało się, że jest to były Biancy za czasów liceum. W tamtym momencie odechciało mi się wszystkiego.

*późno w nocy*

Impreza trwała na całego, wszyscy świetnie się bawili. Razem z Szymonem i Biancą. Ja byłem już w stanie lekko nietrzeźwym i naprawdę byłem zły. W pewnym momencie zerwałem się z krzesła i podszedłem do Szymona, który tańczył z moją dziewczyną. Pod wpływem emocji i także alkoholu zrobiłem małą awanturę mojej dziewczynie i temu kolesiowi. Byłem wściekły na zachowanie Szymona wobec niej, traktował ją jakby w ogóle nie była zajęta. Widziałem jak ciągle z nią flirtuję, a moja dziewczyna wcale nie była mu dłużna. Z tego powodu bójka wisiała w powietrzu ale zostałem  powstrzymany przez innych uczestników imprezy. Zdenerwowany do granic możliwości, rzuciłem parę obelg w ich stronę i wściekły wyszedłem z całego przyjęcia. Nie byłem pewny gdzie się kieruję, ale potrzebowałem się uspokoić, więc wybrałem się na długi nocy spacer.

Wróciłem nad ranem do pokoju hotelowego, w którym się zatrzymaliśmy. Okazało się, że Biancy wcale tam nie ma, byłem na tyle zmęczony że nie martwiłem się o nią, wiedziałem, że została u rodziców na tę noc.

Obudziłem się po paru godzinach z wielkim bólem głowy. Zerknąłem na godzinę i zorientowałem się, że jest już grubo po południu. Postanowiłem zadzwonić do Biancy i dowiedzieć się jaka jest sytuacja. Niestety nie odbierała ode mnie telefonów. Nie mogłem czekać, aż wróci do hotelu, więc zamówiłem taksówkę i pojechałem do domu jej rodziców. Gdy pojawiłem się na miejscu, moją pierwszą myślą, było przeproszenie gospodarzy za wczorajsze zachowanie, lecz gdy ujrzałem przyszła teściową w progu zorientowałem się, że coś jest nie tak.
-Co się stało? Czy Bianca tutaj jest?– zapytałem.
- Niestety nie. Miałam nadzieję, że jest z tobą. Wczoraj po tej kłótni, którą spowodowałeś wybiegła z przyjęcia z płaczem i do tej pory nie wiemy gdzie jest. Jej komórka nie odbiera. – odparła zmartwiona.
Moje myśli zaczęły biegać jak szalone. Zacząłem szybko myśleć, gdzie ona może być. Nie wybaczyłbym sobie gdyby coś jej się przeze mnie stało. Próbowałem się dowiedzieć, czegoś więcej od osób, które były wczoraj na zjeździe lecz niestety wiedzieli tyle samo co ja. Usiadłem na spokojnie myśląc intensywnie, gdzie ona mogłaby pójść w takim momencie. Po paru minutach rozpaczliwego myślenia dostałem olśnienia. Mój pomysł wydawał się mało prawdopodobny, ale nie miałem żadnej innej opcji, więc postanowiłem sprawdzić ten wariant. Pożyczyłem samochód i z pośpiechem ruszyłem do mało znanego ludziom miejsca, a mianowicie na obrzeża miasta. Znajdował się tu stary i  zniszczony domek letniskowy, który nie był już odwiedzany. Bianca pokazała mi go podczas naszego pierwszego wspólnego pobytu w jej rodzinnych stronach. To było jej odwieczne miejsce ucieczek od problemów i otaczającego ją świata.
Zostawiłem samochód na skraju lasu i ruszyłem w stronę małej polany, na której ukryty był domek letniskowy. Już z daleka zauważyłem Biancę siedzącą na schodkach prowadzących na taras domku. Nadal była w swojej sukience, jedynie pozbyła się szpilek. Stając naprzeciwko niej zdałem sobie sprawę jak byłem głupi, że doprowadziłem ją do takiego stanu. Była przybita i smutna. Gdy spojrzałem w jej zapłakane oczy nienawidziłem siebie najbardziej na świecie, za to co jej zrobiłem.
-Przepraszam – powiedziałem smutno, choć wiedziałem, że to tak naprawdę nic nie znaczy. –Zachowałem się jak dupek robiąc ci awanturę o tego palanta, ale po prostu nie mogłem już wytrzymać. Byłem zazdrosny i nie mogłem patrzeć jak on na ciebie spogląda. Jest mi przykro z tego powodu. – spojrzała na mnie smutno. –Dlaczego uciekłaś? – ciągnąłem dalej.
Odpowiedziała mi milczeniem. Nie wiedziałem co mam zrobić, więc usiadłem obok niej i przytuliłem ją. Czekałem na reakcję z jej strony, więc po chwili odwzajemniła mój uścisk.
-Kocham Cię i obiecuję, że nie będę więcej robił ci przykrości. Nie mogę patrzeć jak się smucisz.
-Ja też cię kocham i proszę, zapomnijmy już o tym. – opowiedziała cicho.
Siedzieliśmy w milczeniu przez dłuższy czas. A cisza otaczająca nas, zabierała powoli wszystkie nasze zmartwienia i wątpliwości. Wiedziałem, że kocham ją nad życie i nie pozwolę by ktokolwiek ją skrzywdził, a w szczególności ja.


tl

piątek, 4 stycznia 2013

Byłem



-Nie możesz mnie teraz zostawić! - byłam zrozpaczona. Właśnie widziałam jak on wstaje i wychodzi z mieszkania. Wszystko co miało sens zawaliło się w jednym momencie. Zaczęłam krzyczeć i płakać. Wiedziałam, że to nic nie pomoże, ale musiałam wyrzucić z siebie swój żal. Nie byłam w stanie nic zrobić, leżałam naga w łóżku, tak jak mnie zostawił. Wpatrzona tępo w ścianę wdychałam jego zapach, który został na pościeli. Nie wiem jak długo trwałam w tym stanie, ale nastał już dzień. Wszystko mnie bolało, czułam się jakbym przebiegła maraton. Ból rozsadzał mnie od środka. Próbowałam doprowadzić się do lepszego stanu, ale każda myśl przypominała mi o nim i o tym co wydarzyło się parę godzin temu. Przez to nie mogłam dać sobie rady, każda próba pozbierania się w sobie kończyła się kolejnym załamaniem, płaczem i krzykiem z bezsilności. Na prawdę był dla mnie wszystkim. Wszystkim co mobilizowało mnie do przeżywania kolejnych dni i powstrzymywało od skończenia z tym wszystkim.

Siberia

The Lights - Siberia

Wypuściłam go do mieszkania. Przywitał się i stanął niepewnie w korytarzu. Nie spodziewałam się po nim takiego zachowania. Zawsze gdy do mnie przychodził wiedział po co tu jest, oboje to wiedzieliśmy. Nie wiedziałam co mam zrobić, poprosiłam go żeby usiadł.

-Oświadczyłeś się jej? - nie wiem czy to był odpowiedni moment na to pytanie, ale ten temat krążył od pewnego czasu wokół nas.

-Nie - odparł zrezygnowany.

-Dlaczego? Przecież ją kochasz.

- Waham się...

-Nie masz powodu, nic cię przecież nie powstrzymuje - odparłam smutno.

-Właśnie, że tak. Obiecałem sobie, że jak się jej oświadczę, to przestanę się z tobą spotykać. Znowu będziemy utrzymywać stosunki czysto przyjacielskie.

-A teraz niby jakie utrzymujemy? Jesteś moim przyjacielem - stwierdziłam.

-Nie okłamujmy się, przecież nie spotykamy się żeby porozmawiać przy herbacie. Jak ja w ogóle mogę w tym tkwić? - był zrezygnowany i rozdarty.

-W takim razie zmieńmy nasze stosunki. Od teraz jesteśmy zwykłymi przyjaciółmi.

-I mówisz to tak bez niczego?! - był załamany.

-A co mam ci powiedzieć?! Mam cię prosić żebyś ją zostawił? Żebyś został ze mną? Przecież to i tak nic nie zmieni.... - odparłam załamana.

-Nie wiesz tego... - wstał i podszedł do mnie. - Może nie tylko ty byś tego chciała. - złapał mnie za podbródek i popatrzył w oczy.

-Kocham cię. Nie jak przyjaciela. Jak kogoś dla kogo jestem w stanie zrobić wszystko. Nawet nie wiesz jak mnie ranisz gdy ciągle nie jesteś pewny czy chcesz z nią być. Wolałabym załatwić to szybko i zakończyć to wszystko. - otworzyłam się przed nim. Powiedziałam mu wszystko co zdążyło się we mnie urodzić od kiedy nasza znajomość się zagłębiła. Wiedziałam, że nic to nie zmieni.

-Dobrze wiesz, że nie jesteś mi obojętna. Ciągle martwię się o ciebie i myślę o tobie. Granica przyjaźni między nami została już dawno przekroczona. Jesteśmy w tym już tak daleko - jego głos przycichł. - Ale to jest ten moment, żeby podjąć ostateczną decyzję... Kocham Cię, pamiętaj o tym - pocałował mnie i wyszedł bez słowa.

10 dni w raju


- No to może na Karaiby? – palnęłam od rzeczy, bo już nie miałam pomysłu. Od godziny siedzieliśmy z Zbyszkiem, Biancą i Michałem u nas w domu i planowaliśmy wspólne wakacje. Chłopaki po sezonie reprezentacyjnym dostali 10 dni wolnego, więc chcieliśmy je jak najlepiej wykorzystać. Wspólne wakacje to był pomysł naszych facetów, my z Biancą nie miałyśmy nic przeciwko, same przyjaźniłyśmy się od wielu lat i kolejny urlop razem był świetnym pomysłem.

- Dobry pomysł. Jeszcze tam nie byłem – wtrącił Michał.

-No w końcu coś ustaliliśmy. Teraz resztą zajmiemy się my, a wam drogie panie pozostaje kupienie nowych strojów kąpielowych. Choć osobiście wolę bez – palnął Zbyszek i próbował ukraść mi buziaka.

Udało nam się szybko załatwić termin i już półtorej tygodnia później byliśmy na lotnisku przed odprawą.

-Misiek, a gdzie jest Bianca? – zapytałam faceta mojej przyjaciółki.

-Jak każda dziewczyna, w toalecie. – odpowiedział znudzony.

-Och, nie marudź. Pójdę po nią. – ruszyłam w stroję toalet, by wyciągnąć stamtąd przyjaciółkę. W środku było pusto, zajrzałam pod każde drzwi w ostatnich zauważyłam buty Biancy.

-Hej? Wszystko ok? – spytałam.

-Nie do końca – odparła zdenerwowanym głosem.

-Co jest? – Bianca wyszła z kabiny, lekko blada.

-Nigdy nie leciałam samolotem. Boję się. – powiedziała.

-A to o to chodzi. Spokojnie, nie ma się czego bać. Ja w sumie leciałam tylko raz ale wtedy nic się nie wydarzyło. Nawet nie zauważyłam kiedy, a już lądowaliśmy. Spytaj się chłopaków, oni na pewno ci powiedzą, że to nic takiego, przecież tyle już latali samolotami.

-Ok. Dzięki za miłe słowa- uśmiechnęła się słabo i wyszłyśmy z toalety.
Zbyszek z Michałem jak zawsze się niecierpliwili. Nie powiedziałyśmy co się stało, bo Bianca nie chciała się przyznać. Ruszyliśmy na odprawę. Przed nami parę godzin lotu.


Dotarliśmy na miejsce, już w drodze z lotniska do domków otaczały nas piękne widoki. Lecz to było niczym w porównaniu z widokiem z naszych domków letniskowych, które mieściły się tuż przy plaży.

-Jestem w raju – szepnęłam.

-Cieszę się, że ci się podoba. – Zibi podszedł do mnie i pocałował w czoło.

-Widzę, że państwo Kubiakowie nie tracą czasu! – ze śmiechem krzyknęłam do Michała i Biancy, którzy już wchodzili do wody.

-Chodźcie! Woda jest świetna! – krzyczał Misiek.

Jakoś nie miałam ochoty się kąpać. Zostawiłam Miśka z Biancą wygłupiających się jak małe dzieci w wodzie i skierowałam się w stronę naszego domku letniskowego. Byłam zmęczona podróżą, więc postanowiłam położyć się do łóżka. Nawet nie widziałam gdzie się podział Zbyszek, ale po pewnym czasie już nie musiałam się tym martwić. Gdy usypiałam, poczułam, że ktoś się kładzie koło mnie. Wtuliłam się plecami w Bartmana i usnęłam.


Obudziłam się wypoczęta i gotowa na nowe przygody. Jak się okazało, był już wieczór i przespałam cały dzień.

-Obudziła się w końcu moja śpiąca królewna – do pomieszczenia wszedł mokry Zibi. – strasznie długo spałaś.

-Jakoś tak wyszło, ale nie powiem, fajnie się spało – odparłam. – Widzę, że ty nie marnowałeś czasu – wskazałam głową na jego mokre ciało i kałużę wody, którą zostawił na podłodze.

-Trochę pływałem i są świetne warunki do nurkowania. Jutro pójdziemy razem.
Wstałam z łóżka i poszłam do kuchni przygotować kolację. Jednak Zbyszek miał inne plany, w czasie gdy spałam umówił się z Michałem i Biancą, że wyjdziemy gdzieś razem na kolację. Przebrałam się i po 15 minutach spotkaliśmy się w restauracji. Po twarzach naszych przyjaciół było widać, że nie zmarnowali dnia i cały czas byli na plaży.


Kolacja przebiegała znakomicie, atmosfera była luźna, śmialiśmy się i wygłupialiśmy. Nagle Michał przeprosił nas i oddalił się od stolika. Bartman uśmiechnął się głupio. Wiedziałam, że coś się szykuje. Po chwili Misiek wrócił z wielkim bukietem czerwonych róż. Klęknął przed zszokowaną Biancą i poprosił ją o rękę. To była cudowna chwila. Dziewczyna oczywiście się zgodziła, od zawsze tego pragnęła i zasługiwała na takie szczęście. Byłam wzruszona nie mniej niż moja przyjaciółka, wtuliłam się w Zbyszka i razem obserwowaliśmy zakochaną parę.  Nasza kolacja dobiegła końca, chcieliśmy zostawić szczęśliwą parę, więc wybraliśmy się na wieczorny spacer po plaży. Michał z Biancą w tym czasie poszli do domku, nacieszyć się sobą.

-Strasznie się cieszę, że Michał w końcu się jej oświadczył już dawno uważałam, że powinien to zrobić – stwierdziłam.

-No tak, ale on nie był pewny czy ona się zgodzi, Do ostatniego momentu był niepewny – powiedział Zbyszek.

-Gdyby on wiedział, co ona mi o nim mówiła – przypomniało mi się. – Najważniejsze, że są razem i są szczęśliwi – podsumowałam.

-Tak jak my – powiedział Zibi i pocałował mnie przy blasku księżyca.