- Gotowa
kochanie? – zapytałem swoją narzeczoną przed wyjazdem na lotnisko.
-Chyba tak.
Mam ciągle wrażenie, że czegoś zapomniałam – Bianca biegała po mieszkaniu
wrzucając coraz mniej potrzebne rzeczy do walizki, która i tak już ledwo się
zamykała.
-Wow, wow!
Chyba już wystarczy. – powiedziałem ze śmiechem i zamknąłem jej kufer. –
Przecież nie lecimy na tydzień tylko na weekend. To zwykły zjazd rodzinny.
-No tak, ale
dobrze wiesz, że będę chciała się w coś przebrać. Przecież nie będę chodzić dwa
dni w tym samym – popatrzyła na mnie z wyrzutem.
-Oczywiście,
że nie. Choć jak dla mnie to mogłabyś chodzić bez niczego – posłałem jej
promienny uśmiech i zabierając walizki uciekłem z domu, unikając pocisku z
poduszki.
*Dzień
później na zjeździe rodzinnym*
-Bianca!
Alex! Jesteście! – moja przyszła teściowa przywitała nas z promiennym
uśmiechem. – Prawie wszyscy już są, rozgośćcie się.
Jak
przystało na rodzinę mojej narzeczonej, było mnóstwo osób i mimo, że nie raz
już się z nimi widziałem tym razem pojawiły się także obce twarze. Między
innymi był nim facet, który samotnie siedział przy stole. Musiałem niestety
przyznać, że wyglądał bardzo dobrze.
-Szymon! –
Bianca zawołała w stronę samotnego
blondyna, a ten gdy tylko ją zobaczył zerwał się na równe nogi i podszedł do
niej z szerokim uśmiechem i mocno ją przytulił. Już go nie lubiłem.
-Bianca,
wyglądasz cudownie kochana. – odparł. Tak zaczęła się ich rozmowa, która trwała
cały wieczór, a ja zostałem odstawiony na drugi plan. Coraz bardziej wkurzony
na tego kolesia oraz swoją dziewczynę poszedłem po kolejna szklankę whisky.
Chyba było po mnie widać, że nie mam najlepszego humoru, ponieważ zaczepił mnie
brat mojej narzeczonej. Dowiedziałem się od niego pewnych informacji, które wcale
nie poprawiły mi humoru, okazało się, że jest to były Biancy za czasów liceum.
W tamtym momencie odechciało mi się wszystkiego.
*późno w
nocy*
Impreza
trwała na całego, wszyscy świetnie się bawili. Razem z Szymonem i Biancą. Ja
byłem już w stanie lekko nietrzeźwym i naprawdę byłem zły. W pewnym momencie
zerwałem się z krzesła i podszedłem do Szymona, który tańczył z moją
dziewczyną. Pod wpływem emocji i także alkoholu zrobiłem małą awanturę mojej
dziewczynie i temu kolesiowi. Byłem wściekły na zachowanie Szymona wobec niej,
traktował ją jakby w ogóle nie była zajęta. Widziałem jak ciągle z nią
flirtuję, a moja dziewczyna wcale nie była mu dłużna. Z tego powodu bójka
wisiała w powietrzu ale zostałem
powstrzymany przez innych uczestników imprezy. Zdenerwowany do granic
możliwości, rzuciłem parę obelg w ich stronę i wściekły wyszedłem z całego
przyjęcia. Nie byłem pewny gdzie się kieruję, ale potrzebowałem się uspokoić,
więc wybrałem się na długi nocy spacer.
Wróciłem nad
ranem do pokoju hotelowego, w którym się zatrzymaliśmy. Okazało się, że Biancy
wcale tam nie ma, byłem na tyle zmęczony że nie martwiłem się o nią, wiedziałem,
że została u rodziców na tę noc.
Obudziłem
się po paru godzinach z wielkim bólem głowy. Zerknąłem na godzinę i
zorientowałem się, że jest już grubo po południu. Postanowiłem zadzwonić do
Biancy i dowiedzieć się jaka jest sytuacja. Niestety nie odbierała ode mnie
telefonów. Nie mogłem czekać, aż wróci do hotelu, więc zamówiłem taksówkę i
pojechałem do domu jej rodziców. Gdy pojawiłem się na miejscu, moją pierwszą
myślą, było przeproszenie gospodarzy za wczorajsze zachowanie, lecz gdy
ujrzałem przyszła teściową w progu zorientowałem się, że coś jest nie tak.
-Co się
stało? Czy Bianca tutaj jest?– zapytałem.
- Niestety
nie. Miałam nadzieję, że jest z tobą. Wczoraj po tej kłótni, którą spowodowałeś
wybiegła z przyjęcia z płaczem i do tej pory nie wiemy gdzie jest. Jej komórka nie
odbiera. – odparła zmartwiona.
Moje myśli
zaczęły biegać jak szalone. Zacząłem szybko myśleć, gdzie ona może być. Nie
wybaczyłbym sobie gdyby coś jej się przeze mnie stało. Próbowałem się
dowiedzieć, czegoś więcej od osób, które były wczoraj na zjeździe lecz niestety
wiedzieli tyle samo co ja. Usiadłem na spokojnie myśląc intensywnie, gdzie ona
mogłaby pójść w takim momencie. Po paru minutach rozpaczliwego myślenia
dostałem olśnienia. Mój pomysł wydawał się mało prawdopodobny, ale nie miałem
żadnej innej opcji, więc postanowiłem sprawdzić ten wariant. Pożyczyłem
samochód i z pośpiechem ruszyłem do mało znanego ludziom miejsca, a mianowicie
na obrzeża miasta. Znajdował się tu stary i
zniszczony domek letniskowy, który nie był już odwiedzany. Bianca
pokazała mi go podczas naszego pierwszego wspólnego pobytu w jej rodzinnych
stronach. To było jej odwieczne miejsce ucieczek od problemów i otaczającego ją
świata.
Zostawiłem
samochód na skraju lasu i ruszyłem w stronę małej polany, na której ukryty był
domek letniskowy. Już z daleka zauważyłem Biancę siedzącą na schodkach
prowadzących na taras domku. Nadal była w swojej sukience, jedynie pozbyła się
szpilek. Stając naprzeciwko niej zdałem sobie sprawę jak byłem głupi, że
doprowadziłem ją do takiego stanu. Była przybita i smutna. Gdy spojrzałem w jej
zapłakane oczy nienawidziłem siebie najbardziej na świecie, za to co jej
zrobiłem.
-Przepraszam
– powiedziałem smutno, choć wiedziałem, że to tak naprawdę nic nie znaczy.
–Zachowałem się jak dupek robiąc ci awanturę o tego palanta, ale po prostu nie
mogłem już wytrzymać. Byłem zazdrosny i nie mogłem patrzeć jak on na ciebie
spogląda. Jest mi przykro z tego powodu. – spojrzała na mnie smutno. –Dlaczego
uciekłaś? – ciągnąłem dalej.
Odpowiedziała
mi milczeniem. Nie wiedziałem co mam zrobić, więc usiadłem obok niej i
przytuliłem ją. Czekałem na reakcję z jej strony, więc po chwili odwzajemniła
mój uścisk.
-Kocham Cię
i obiecuję, że nie będę więcej robił ci przykrości. Nie mogę patrzeć jak się
smucisz.
-Ja też cię
kocham i proszę, zapomnijmy już o tym. – opowiedziała cicho.
Siedzieliśmy
w milczeniu przez dłuższy czas. A cisza otaczająca nas, zabierała powoli
wszystkie nasze zmartwienia i wątpliwości. Wiedziałem, że kocham ją nad życie i
nie pozwolę by ktokolwiek ją skrzywdził, a w szczególności ja.
tl
tl